Do wiadomości Koleżanek i Kolegów z SLE, oraz oddalonych Sympatyków !

Przede wszystkim życzę, by św. Mikołaj obdzielił Wszystkich darem miłości, w tym i miłości bliźniego.
 I informacja - aktualizacja :
Kolega Piotr, przewodniczący walnego zebrania sprawozdawczo-wyborczego nie może być z przyczyn usprawiedliwionych fizycznie obecny w Łososinie Dolnej zapowiedzianego uprzednio 20 grudnia b.r. co wymaga korekty naszych strategicznych planów. 
Ustalony więc został kolejny , z przekonaniem, że ostatni i ostateczny po przerwie termin zebrania naszego Stowarzyszenia na  10 stycznia (sobota) 2026 roku w Łososinie Dolnej o godzinie 12.00.
O wadze spraw przypominać nie muszę, proszę tylko, by nikogo nie zniechęciły zaistniałe z przyczyn niezależnych perturbacje.

Moderator

 

2025-12-06
Wiatr furiat, ale .. kogoś cieszy

Hej tam od Tater, od skalnych Tater,
Hej poświstuje halny wiater,
hej poświstuje, leci z nowiną,
Ze chłopc-i idom ku dolinom.

HALNY. Żaden tam mazowiecki „halniak”- jak sietniak, zdechlak, łajniak itd. 
Halny ! Jak hyrny, Durny (w gwar. znacz : dumny) Hruby.
Raz w życiu miałem możność interfejsu z jego potęgą. Grupą kilkunastu osób kończyliśmy przejście Orlą Percią od Granatów do Krzyżnego, gdy jak grom nagły dech gęstego od pędu powietrza rzucił nas na kolana ! Dosłownie. Na szczęście mieliśmy już główne trudności skalne za sobą. Ale do przełęczy mogliśmy dotrzeć tylko doskokami w przerwach między porywami. Od Krzyżnego w dół Pańszczycy już było lepiej, tylko nasze koleżanki miały włosy jakby przejechała po nich snopowiązałka.
I nie ma się co dziwić, wicherek ten na grani osiąga 100- 120 km/h ; podczas rekordowego w sile halnego 6 maja 1968 r obserwatorium na Kasprowym zarejestrowało pęd powietrza 288 km/godz. bo dalej skala wiatrometru się kończyła. A grozę żywiołu obrazował później widok położonych lasów na powierzchni 13 km kw. I krzaków kosodrzewiny wyrwanych z korzeniami (!)
Dla ludzi skutkiem halnego są dolegliwości neurologiczne i psychiczne w postaci nadpobudliwości, niekontrolowanych reakcji, napastliwości czy przeciwnie, stanów głębokiej depresji prowadzącej nawet do samobójstw.
Co do skali owych zjawisk panują w środowisku medycznym różne opinie, ale jest kategoria ludzi, u których pojawienie się halnego oddziałuje z niekwestionowaną siłą, nawet gdy są daleko za jego zasięgiem. Szybownicy. Na hasło - Fala ! – gotowi wszystko rzucić i pędzić czym się da najprędzej w stronę Tatr.
Fala. Wiąże się z tym specyficznym wiatrem górskim wiejącym nie tylko u nas – w Alpach jego odpowiednikiem jest fen, w USA chinook i Diablo Winds, w Argentynie Zonda. Nie w każdych górach występuje, muszą się spełnić określone warunki – wytłumaczę na przykładzie naszego halnego.
Wilgotny wiatr z południa napotyka leżące w poprzek Karpaty, w tym najwyższe Tatry. Pędzące powietrze unosi się nad przeszkodę, ochładzając się w miarę wysokości i osuszając (na grani tworzą się chmury) a powietrze opada po stronie północnej (zawietrznej) gór gwałtownie się ocieplając i nabierając szybkości. A owa fala ? Weźmy przykład z górskiego potoku, gdy w dnie tkwi głaz, szybko płynąca woda tworzy falę tuż za przeszkodą, potem drugą, trzecią itd. coraz mniejsze. Przelewające się przez Tatry powietrze też tworzy fale, nad których grzbietami bardzo wysoko tworzą się chrakterystyczne obłoki soczewkowe (altocumulus lenticularis) nieruchome chmury w kształcie soczewki wklęsłej. Soczewka wskazuje komin bardzo silnego wznoszenia, sięgający czasem wielu tysięcy metrów wysokości.
Halnemu towarzyszy charakterystyczny wał chmur zakrywający szczyty Tatr zwany „murem halnym” ; pozornie stoi w miejscu, ale w rzeczywistości prąd powietrza pędzi na północ, tylko bez chmur błyskawicznie zanikających w suchej atmosferze po zawietrznej. Czasem można zaobserwować dziwne zjawisko – oderwane od „fenowego wału” strzępy obłoków obracają się po okręgu w płaszczyźnie pionowej, jakby w gigantycznym młynie. 
Te zawirowania, a może ich być po zawietrznej nawet kilka naraz, to tzw. rotory halnego. I znów dla ilustracji posłużę się „wodnym” przykładem analogicznego fenomenu, który napotkałem w tatrzańskim potoku – zdjęcie w galerii niżej. Obracający się szybko walec rotorowy tworzy po obu stronach silne prądy powietrzne – „duszący” i wznoszący, ten drugi daje pilotowi szansę szybkiego osiągnięcia pułapu, na którym łatwiej złapać „komin” soczewki i windować się wyżej.
Łatwiej o tym pisać, w konfrontacji z tak dynamiczną przyrodą różnie bywa i decydują umiejętności szybownika, doświadczenie w tego typu lotach i oczywiście szczęście.
Szybowiec sam z siebie nie wystartuje, wyłączając legendarną Bezmiechową, gdzie możliwe są starty grawitacyjne po zboczu, ale w rejonie Tatr bazą lotów na fali jest tradycyjne lotnisko Aeroklubu Nowy Targ i samoloty holujące w strefę wznoszenia. Wyczepienie następuje na wysokości czasem poniżej, czasem powyżej 1000 m. Osiągnięta wysokość zostaje zarejestrowana, bo w finale liczy się dwa osiągi – wysokość absolutna nad poziom morza i w niższej liczbie metrów wysokość przewyższenia od poziomu wyczepienia z holu.
Stanisław Józefczak wykonał na fali dwa rekordowe loty – w 1961 r na szybowcu Mucha 100A – osiągnął 11860 m wysokości absolutnej i 10655 m przewyższenia, oraz w 1966 r na dwuosobowym SZD Bocianie D wysokość absolutną 12560 m z przewyższeniem 11680 m – rekord świata pobity dopiero w 2006 r.
O rekordach, rekordzistach i rekordowych szybowcach napiszę może więcej w „kolejnym odcinku serialu”, jest o czym, m.in. że zachowany do dziś rekordowy Bocian D SP-2029 miał w swej historii epizod związany ze Stowarzyszeniem Lotnictwa Eksperymentalnego ; co dalej z niepobitymi u nas od 1966 r dwoma rekordami Polski itp. ciekawe sprawy.
Tu dodam tylko jeszcze, że „fala” występuje u nas też w Beskidach – Wyspowym, Niskim czy nad Bieszczadami. Inż. Ryszard Dyrgałła, zapomniany trochę wybitny lotnik i konstruktor, już w 1935 r w Bezmiechowej w locie na fali, który opisał jako „lot pod nieruchomą chmurę”, pobił polski rekord osiągając 2500  ; w 1936 r w tejże Bezmiechowej na 3435 m poprawił wynik K. Antoniak. Obydwa loty dokonane były na polskim szybowcu wyczynowym SG-3.
A fala halnego pojawia się też nad Łososiną Dolną, ale bardzo rzadko.

Zb. Sułkowski

 

2025-12-03
Zawisło w łososińskim hangarze - śmigło od Zbyszka

Stowarzyszenie Lotnictwa Eksperymentalnego wyraża szczególne podziękowanie Koleżance Danucie Piotrowskiej za ofiarowanie niezwykłego daru – śmigła firmy Szomański do wodnosamolotu Lublin R-XIII bis z lat trzydziestych XX wieku.
       Pochodzący z kolekcji ś.p. Zbigniewa Piotrowskiego, męża Danuty Piotrowskiej i naszego kolegi, znanego producenta śmigieł drewnianych cenny artefakt, należycie wyeksponowany w głównym hangarze Aeroklubu Podhalańskiego w Łososinie Dolnej jest wyrazem hołdu złożonego historii polskiego przemysłu lotniczego.
Jest też to śmigło znakiem pamięci o Zbyszku, bo śmigła powstałe z jego ręki nie wiszą na ścianie, lecz żyją, 
obracając się w sportowych maszynach latających różnego typu.
     I niech to trwa jak najdłużej. 

Tej treści list intencyjny z podziękowaniem przeczytał przed wręczeniem naszej klubowej Koleżance Danucie Piotrowskiej Andrzej Sarata. 
Działo się to 22 listopada 2025 w hangarze  reprezentacyjnym Aeroklubu Podhalańskiego w Łososinie Dolnej, w którym Stowarzyszenie Lotnictwa Eksperymentalnego wraz z Zarządem Aeroklubu postanowiło urządzić ekspozycję symbolizującą polską drogę rozwoju lotnictwa. Przez dziesięciolecia emblematem rozpoznawczym awiacji był wizerunek śmigła. Stąd wykorzystanie ofiarowanego w szlachetnym darze śmigła firmy Szomański, a zamieszczona obok tablica informuje także o jego poprzednim właścicielu. 
Był nim nasz kolega z SLE Zbigniew Piotrowski z Limanowej, w którego warsztacie powstało kilkaset drewnianych śmigieł bardzo wysoko cenionych za jakość i był to znaczący wkład w rozwój  lotnictwa sportowego na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. 
 Ofiarodawczyni Danuta Piotrowska dokonała  odsłonięcia pamiątkowej ekspozycji, która na ścianie hangaru pozostanie już na stałe. 

Moderator

2025-11-23
O ostatnie miejsce na ziemi ...

Dla badaczy dawnych kultur szczególnie, a w ogóle dla cywilizowanego świata istotne jest, co dana społeczność czyni ze swoimi zmarłymi. Jest to ważne kryterium poziomu kulturowo- moralnego w rozwoju ludzkości ; nie wszędzie to oczywiste, mamy przykłady nawet bardzo niedaleko. Dlatego ostatniemu miejscu człowieka na ziemi należy się szacunek – u nas wyraża się to odpowiednim nagrobkiem, niekoniecznie drogim i okazałym, ale zadbanym, również pod tym względem, by informował o zasługach pochowanego. Jeśli takie były.

Eugeniusz Pieniążek.

Czym się ogółowi zasłużył ?
Był lotnikiem, instruktorem pilotażu, ale wielu było ( i jest) lotników.
Zbudował – w czasach PRL- przez siebie skonstruowany samolot, takich nierozsądnych było więcej ; prawie żaden na swoim dziele nie polatał.
Gienkowi jakoś się udało „uzyskać klasę” (pozwolenie na loty) dla zbudowanej „Kukułki”.
Dla żyjącego w ciasnocie peerelowskiego wychodka czym mogło być latanie ? Jak dla większości dawnych legendarnych lotników – choćby Dedala i Ikara – własne skrzydła były często jedynym sposobem wydarcia się z niewoli.
Eugeniusz jako pilot oblatywacz w Centrum Szybowcowym w Lesznie prezentował od lat 60-tych świetne polskie szybowce za granicą i był znany w międzynarodowym środowisku lotniczym. Pojawili się więc „cichociemni” z SB z nie do odrzucenia propozycją współpracy, czytaj : donosicielstwa na znajomych. Być może i nadzwyczajna rejestracja „Kukułki” była sposobem na opierającego się świństwu lotnika – Masz, ale możesz stracić, razem z lataniem w ogóle. Czyli póki czas, trzeba wiać. 
- Nie ! Ucieczka się wiąże z tchórzostwem. A ja się przebiję do wolności. -Tym jednoosobowym maleństwem z niepewnym silnikiem ? - Tak, bo innego nie mam.
Gdzie i którędy ? Rozeznanie w realiach wykluczyło kierunek północny. Austria ? Po moskiewskim „wyzwoleniu” Czechosłowacji szeroki pas przy granicy strzeżony szczególnie. Zestrzelą. A przez Węgry do Jugosławii ? Jest jakaś szansa. Tylko „zagwozdka” – Tito z Belgradu pokazuje na Wschód pewien gest łokciem, ale w kraju, choć bardziej otwartym na Zachód, reżim trzyma się krzepko. Czyli ryzyko, konieczność pozostawienia rodziny i ojczyzny, jaka by ona nie była …
Z drugiej strony … 
Taka z bliższych już czasów piosenka wyklęta, lecz myśl ponad czasem :

Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem. 

Odważnym się udaje – przelecieć w burzy i w poprzek manewrów Paktu Warszawskiego do Jugosławii, przesiedzieć 7 miesięcy w więzieniu i zostać w końcu prawie „po niewoli” przerzuconym przez granicę austriacką i trafić do szwedzkich przyjaciół, a wkrótce ściągnąć tam i rodzinę i „Kukułkę”.
Mogłoby się to zakończyć sielankowo – i żyli tam długo i szczęśliwie, tęskniąc tylko za ojczyzną.
Ale życie nie idylla, nie wszystko toczy się po naszej myśli i woli ; w niespełna 20 lat wybuchła wolna Polska i można było bez obaw wrócić. Na początku lat 90-tych wyobrażano sobie, że teraz wielkim tłumem wrócą z zagranic rodacy ze swymi dolarami i gotowymi planami na budowę dobrobytu. Wrócili bardzo nieliczni.
Eugeniusz Pieniążek wrócił. Z satysfakcją splendoru jako ten, który w sposób spektakularny postawił się kantem komunie. Ktoś nawet określił go „żywą legendą lotnictwa” i miano to przylgnęło do Gienka. Cieszyło go to nawet tak  po ludzku, ale nie słyszałem, by kiedykolwiek wywyższał się z tego tytułu ponad innych. Radość z odzyskanej  wolności i wrodzoną energię można ukierunkować różnie – biegać ze sztandarem, tłukąc nim ewentualnie inaczej myślących rodaków po głowach albo … można w byłym kurniku upadłej fermy w Bielsku-Białej rozpocząć wspólnie z Januszem Karasiewiczem produkcję dwupłatowych Bucker Jungmannów z lat trzydziestych - w oparciu o autentyczną dokumentację ułańskim sposobem zdobytą przez Gienka. To na początek, bo już w roku 1992 z jego inicjatywy powstaje Stowarzyszenie Lotnictwa Eksperymentalnego – oddział największej światowej organizacji lotniczej Experimental Aircraft Association, następnie Gienek rzuca pomysł budowy latającej repliki 1 : 1 najsławniejszego polskiego samolotu sportowego – RWD-5. I po pięciu latach samolot odbywa swój pierwszy lot (!)
A ja pamiętam, jak raz, jeszcze w czasie budowy samolotu, Eugeniusz opowiadał o licznych kłopotach z tym związanych i podsumował – Wiesz, ale to jest takie moje wracanie do Polski.
Takie stwierdzenie nie z mównicy, lecz w prywatnej rozmowie robiło wrażenie. Oto ktoś, kto nie powiada, że "się mu należy”, lecz uważa, że należy się Polsce za czas jego nieobecności. I robi to, co dla niej potrafi zrobić najlepiej na miarę swych umiejętności i możliwości.
Eugeniusz Pieniążek był pierwszym Prezesem SLE EAA 991, a później  jako Prezes Honorowy pełnił funkcję do śmierci w roku 2020. Spoczywa na cmentarzu w Międzybrodziu Żywieckim, niedaleko znanego mu lotniska sportowego na Żarze.
14 listopada 2025 r trzech naszych kolegów – Jerzy Kołodziej, Andrzej Sarata i Marek Ziółkowski wykonało ostatnią pracę przy ostatecznym wystroju grobu ś.p. Eugeniusza. Nowy w kształcie nagrobek został wykonany w tym roku z inicjatywy naszego stowarzyszenia.

Zb. Sułkowski


 

2025-11-15
Uzupełnianie aktualności - z pomocą zdjęć K. Bartoszewskiego. Jeszcze o tegorocznej Litwince.

No to popatrzmy jeszcze raz na tegoroczną Litwinkę ; stare, nowe i najnowsze szybowce i aparaty szybowcopodobne piękne,  na tle szarej niepogody jeszcze piękniejsze. Świadczyła o tym choćby spora ilość widzów niezrażonych niesprzyjającą aurą.
Tylko - powie ktoś - te zabawki dorosłych drogie albo nawet bardzo …  Powtórzę ulubioną 'mądrość  żydowską - 
Życie jest piękne, ale drogie. Mogłoby być tańsze - ale już nie tak piękne !

Moderator

2025-10-26
Noc w Instytucie Lotnictwa

10 października 2025 nasz samolot RWD-5R został zaprezentowany na “Czternastej nocy w Instytucie Lotnictwa” w Warszawie (organizatorem był “Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa” link do wydarzenia ). Jest to obecnie największe “wydarzenie lotnicze” w rejonie Warszawy, cieszące się dużym zainteresowaniem - ok. 50 tys. odwiedzających w ciągu 6 godzin trwania wydarzenia!
Warto zaznaczyć że nasz samolot już kilkakrotnie lądował na Warszawskim lotnisku Okęcie, między innymi w 2013 podczas obchodów 80-tej rocznicy przelotu Stanisława Skarżyńskiego na RWD-5bis, zorganizowanej przez Instytut Lotnictwa czy dla uświetnienia obchodów 75 lecia PLL LOT.
Obecny jednak przylot i prezentacja na “Nocy w Instytucie Lotnictwa” była pierwszą od czasu wyremontowania samolotu w 2023 roku i w nowym rocznicowym malowaniu nawiązującym do legendarnego RWD-5bis z 1933 roku..
Przelotem z naszej bazy w Łososinie Dolnej do Warszawy podjął się nasz członek SLE pilot Janusz Miś. Na miejscu prezentacją samolotu i opieką nad nim zajmowali się członkowie SLE z Mazowsza: Michał Urbanczyk, Szymon Tomaszewski, Marcin Kania i Michał Lalik.
Dzięki uprzejmości firmy AIRBUS (dawny PZL Warszawa-Okęcie) samolot został zahangarowany przez weekend i w poniedziałek, po poprawie pogody, Janusz bezpiecznie wrócił samolotem do “domu”.


Michał Urbańczyk


PS. Oczywiście, była to już któraś z rzędu wizyta RWD-5R na Okęciu. Dla dowodu i przypomnienia dwa zdjęcia - z uroczystości 75-lecia PLL LOT w 2004 r i dzień przed “Nocą w Instytucie Lotnictwa” w 2013 r. Więcej informacji przy dołączonych zdjęciach. 


 

2025-10-24
25 sierpnia 2025 Łososina Dln - Pobiednik - Kraków Czyżyny

Święto Lotnictwa Polskiego krakowskie Muzeum uczciło przede wszystkim na ziemi, prezentując okazjonalną wystawę eksponatów - samolotów historycznych - ilustrujących dorobek polskiej myśli technicznej  na przestrzeni blisko stu lat.  Był imponujący i dobrze jest o tym przypominać. Bo oprócz realizacji pomysłu ważne jest, by umiejętnie to światu zaprezentować.
Ważne też, że 25 sierpnia Muzeum Lotnictwa cieszyło się satysfakcjonującą frekwencją gości.
Czasy pikników lotniczych na Czyżynach z lądowaniem samolotów na miejscu to już przeszłość. Ale trudno też sobie wyobrazić, by nad muzeum nie ukazał się zgromadzonym historyczny samolot ; kilkanaście takowych sprawnych przecież w kraju mamy. Tym razem zapewniło to Krakowowi lotnisko w Łososinie Dolnej w sporym ugrupowaniu. O tym niżej w galerii perfekcyjnych zdjęć autorstwa Krzysztofa Bartoszewskiego. 
Warte obejrzenia mimo opóźnienia publikacji, za co przepraszamy, no cóż - są też inne czasochłonne zobowiązania. 
 A do kondycji (mojej) cytat z pewnej piosenki - “A ty jesteś już nie ten sam.”

Moderator

 

2025-10-12
XI Zawody Samolotowe i Szybowcowe im . Ryszarda Jaworza w Aeroklubie Podhalańskim

W tym roku rozegrano te zawody 13 września, miesiąc wcześniej niż zwykle. Podobnie jak zawsze w dwu kategoriach – samolotowej (lot sprawnościowo- nawigacyjny) i szybowcowej (tylko na celność lądowania) W kategorii samolotów zauważalnie podniesiono poziom wymagań, szczególnie w zakresie wyszukiwania sfotografowanych obiektów terenowych znacznie trudniejszych w identyfikacji niż w latach minionych. Natomiast pewnym ułatwieniem od kilku lat jest możliwość dwukrotnego lądowania na celność przez pilotów samolotów.
Dla szybowników to zadanie zostało natomiast znacząco utrudnione – zilustrują to załączone niżej zdjęcia.
A cała impreza odbyła się mimo złych prognoz w słońcu ostatnich dni lata ; duch niezapomnianego Ryszarda był blisko i zadbał o przychylność jesienniejącego nieba.


Wyniki zawodów
Samoloty (pilot i nawigator) :

Miejsce I          Zbigniew  i  Krystyna Mrozowie
Miejsce II        Jerzy Kołodziej  i  Agnieszka Uchman
Miejsce III       Piotr Wszołek  i   Eliza Zelek

Szybowce :

Miejsce I        Mariusz Kuźma
Miejsce II      Jerzy Kołodziej
Miejsce III     Andrzej Nowicki

Cóż dodać ? Samoloty -wszystkie trzy miejsca “na pudle” zdobyte przez SLE  ;  “w szybowcach” miejsce drugie. 
Vivat nasi !

2025-09-14
Litwinka 2025

Z imponującym rozmachem zorganizowany przez Aeroklub Tatrzański VI Zlot Szybowców Zabytkowych na Litwince ( oficjalnie Litwiński Wierch w Czarnej Górze na Spiszu) odbył się 6 – 7 września, chociaż tym razem bez komfortu dalekiego widzenia. Jakaś tutejsza „wróżka czarodziejka” uznała, że pięknej pogody tego lata na Podhalu było dosyć i najwyższy czas z tym skończyć.
No i w pierwszym dniu „psota”, jak tu mówią, tak deszczem i mglą Litwinkę przytuliła, że tylko dla honoru na hazard jednego lotu ze szczytu jakiś pasjonat się poważył.
W niedzielę 7-go b.m. o godz. 10.00 było lepiej o tyle, że nie padało. Było zimno, szaro, ponuro z bledziutką nadzieją meteo na lepiej. Niemniej zaczęto rozpakowywać przywleczone statki powietrzne – aż dwa Grunau Baby, dwie Muchy Standard i już pojedynczo kolejne – SZD-15 „Sroka” (!) SZD-25 „Lis”, SZD-24 „Foka”, SZD-30 „Pirat”, SZD-36 „Cobra”, Schleicher Ka-8 i dodatkowo szkolna kompozytowa PW-2 „Gapa” z pocz. lat 90-tych.
W samo południe „stowarzyszenie chętnych” zdecydowało – Startujemy ! Z tym, że z powodu fatalnego wiatru od tyłu, przenosimy ślizgowce (tak należałoby tradycyjnie wyrażać się na Czarnej Górze) na stok północny. Co nastąpiło i w konsekwencji wystrzelono z gum 6 „ślizgowców” – obie „Muchy”, Schleichera, „Pirata”, „Gapę” i „Lisa”. Niestety nie wzleciała „Grunau Baby”, której przy starcie pękła płoza, oraz „Sroka” - ktoś z gawiedzi niechcący (?) uszkodził skrzydło.
Wszystkie owe wzloty z powodu warunków (albo lepiej - braku warunków ) polegały  na zejściu  lotem ślizgowym w stronę najbliższego z trzech wyznaczonych lądowisk.
Za to sporo się działo w powietrzu nad szczytem. O tym więcej w komentarzu przy zdjęciach ; nie wszystko zdołałem ująć, ale najistotniejsze chyba tak - dla potwierdzenia, że tegoroczna „Litwinka”  zaimponowała najbardziej wymagającym.

ZbS – tekst i zdjęcia

2025-09-09
Kategoria STOL

Latanie to rzecz już bardziej prosta - z tym, że trzeba będzie jakoś wylądować, a wcześniej wzbić się z ziemskiego padołu. A najlepiej żeby miejsc sposobnych do „up !” i „”come back” było dużo i wszędzie. Mam tu na względzie nie pionowzloty, a zwyczajne samoloty (aeroplany)
Nad komfortem docierania lotem jak najbliżej celu, czyli możliwości korzystania z jak najmniejszych lądowisk, myślano równolegle do budowy coraz doskonalszych aparatów latających ; w latach 30-tych wyodrębniono nawet specjalną kategorię samolotów - STOL /Short Take Off and Landing/ - po polsku KSL /krótki start i lądowanie/  Kryterium obowiązującym jest start na 15- metrową bramkę – dla samolotów dużych z dystansu 200 m, dla małych 60 m.
Podczas zawodów Challange obowiązkową konkurencją był start z jak najkrótszego rozbiegu, a w świat biegły zdjęcia naszych RWD-6 i 9 stających dęba przy przeskoku 8-metrowej bramki. Akrobatykę tę umożliwiała rozbudowana mechanizacja skrzydeł obu konstrukcji i silniki dużej mocy. Oczywiście były to samoloty zawodnicze, zbyt drogie dla codziennej eksploatacji choćby w aeroklubach. Do takiego użytku lepiej się nadawał trzymiejscowy niemiecki Fi 156 Fieseler Storch zbudowany w 1936 r.
Dziwna to była konstrukcja, jakby nawiązująca do dowcipu – Wielbłąd to koń zaprojektowany przez komisję. Tu również na oko nic do niczego nie pasowało – chudy kadłub z wystającym mocno poza obrys akwarium kokpitu, nieproporcjonalne do reszty prostokątne skrzydła (rozpiętość aż 14,25 m) za to malutki silniczek i karykaturalnie długie „nogi” podwozia. Imponowało minimum prędkości samolotu- 51 km/h, ale maksymalnie ich wyciągał tylko 175 przy zasięgu ledwie 380 km. Nie latał za szybko i daleko, za to na ziemi ? Do startu wymagał jedynie 60 m, a do wylądowania 20 (!)
I to zadecydowało o jego masowej produkcji, do 1945 r powstały 2874 Storchy ; po wojnie produkcję kontynuowano we Francji i Czechosłowacji. W czasie wojny” niemiecki bocian” bardzo pożyteczny był na wszystkich frontach, zwłaszcza w ratowaniu lotników zestrzelonych na obcym terytorium, a zdobyte Storchy bardzo cenili alianci. I to nie byle jacy – Storchy były osobistymi samolotami m. in. premiera Churchilla i marszałka Montgomery’ego, także gen. Eisenhowera.
Żeby nie wpadać w euforię … Konstruktor Storcha Gerhard Fieseler na co dzień latał zdobytym polskim RWD-13. Być może dlatego, że RWD był znacząco szybszy, w każdym razie był to nadzwyczajny wyraz uznania dla konstrukcji warszawskiego DWL.
W USA odpowiednikiem małego samolotu o uniwersalnym przeznaczeniu był Piper Cub ( 35 tys. egzemplarzy) w Rosji dwupłatowy Po-2 (U-2) A pierwszym dużym samolotem STOL zdolnym do lądowania w trudnym terenie był - – cóż zrobić, znowu te Niemce – budowany od 1943 r transportowy Arado 232. Czterosilnikowy o rozpiętości 33, 5 m, wyposażony w trójkołowe chowane podwozie do lądowania na lotnisku, a „na brzuchu” miał specjalne 20-kołowe terenowe. Na nim pokonywał szerokie 1,5 m fosy i  0,8 m wysokie przeszkody. Co najistotniejsze samolot posiadał zastosowaną po raz pierwszy tylną rampę ładunkową umożliwiającą załadunek pojazdu. I chociaż zbudowano jedynie 19  Arado 232, konstrukcja ta stała się wzorem dla dzisiejszych transportowców powietrznych.
A z maszyn klasy STOL powstałych po 1945 r wymienię :

An-2 i An-28 (ZSRR) DHC2-Beaver, Twin Otter, Dash-7 (Kanada) C-27 Spartan (Włochy) Pilatus Porter (Szwajcaria) Dornier 28 (Niemcy) Helio Courier, Maule, Carbon Cub (USA) – wszystkich konstrukcji jest oczywiście więcej.

No i pytanie zasadnicze – skąd ciągły rozwój samolotów STOL przy tak powszechnych dziś wiropłatach ?
Odpowiedź prosta – ekonomia. Śmigłowiec i w zakupie, i w eksploatacji droższy. I to bardzo.
Jest wiele miejsc na świecie – w Kanadzie, na Alasce, Syberii itp. – do których w praktyce dotrzeć można tylko drogą lotniczą, a najlepiej się w tym spełniają małe samoloty STOL, które czy na pływakach, czy na nartach, czy na kołach balonowych typu tundra wylądują i wystartują w pobliżu każdej ludzkiej siedziby. I to całkowicie wystarcza.

ZbS

2025-08-22
Tatry. Z pod nich i z ponad - obiektywem Jana Bartoszewskiego

I pójdzie syn śladem ojca swego - jak mówi Pismo albo któryś apokryf. A my przy sposobności już wiemy, że Krzysztof ma syna Jana i to fotografującego, i to jeszcze jak fotografującego - z lotniska nowotarskiego Tatry przez zum obiektywu bliżej lub dalej, ale zawsze z jakimś samolotem pod pachę. Na chwałę tego ostatniego oczywiście, bo z Gerlachem czy Jaworowym za plecami nawet Dromader wygląda jak jaki orłosęp.
Od dalszego komentarza  się wstrzymam, niech mówią same obrazy ; ograniczę się tylko do podania typów prezentowanych  maszyn w kolejności, jak następują w zestawie zdjęć :
PZL M26 “Iskierka” , Jak-18 ,  TSA-8 “Bies” , szybowiec “Wrona”, RWD-5R, “Game Bird” GB-1 Artura Kielaka , Mig-15 ,. “Extra 330” . “Edge 540”  Łukasza Czepieli i jego dubajski  “Carbon Cub Ex2”,  Piper Cub , SD-4 “Viper” .

Moderator
 

2025-08-21
"Fligry" - flyingTV FF

Piszą o sobie : „Fligry” to grupa miłośników lotnictwa i historii lotnictwa z południowej Polski.
Der Flieger – pol. lotnik ; fligry  (liczba mnoga) w spolszczeniu, właściwie w „zśląszczeniu” mają zakres znaczenia szerszy, wyraz dotyczy i lotników i samoloty. Czyli można rzec, że generalnie – lotnictwo.
Na stronie głównej naszego portaliku jest m.in. adres „Stowarzyszeni w RWD”. Po kliknięciu otworzy się kilkunastominutowy interesująco zrobiony film prezentujący lot RWD-5R nad Jeziorem Rożnowskim i rozmowę z naszym niezapomnianym prezesem Ryszardem Jaworzem. Autorem filmu jest Artur Frączek .
Odwiedzającym tę stronę od nie tak dawna winien jestem objaśnienie, że ok. 20 lat temu SLE bliskie było nawiązania ścisłej współpracy z grupą miłośników lotnictwa przy fundacji  Fligry, która właśnie zabierała się do budowy RWD-8. Do współdziałania wtedy nie doszło przede wszystkim z powodu bardzo trudnej ówcześnie sytuacji finansowej naszego stowarzyszenia. Natomiast nawiązane bliżej kontakty towarzyskie przetrwały do dzisiaj, co może także służyć szerszej współpracy.
Jest jeszcze forma obecności Fundacji Fligry w przestrzeni  wirtualnej – własny magazyn filmowy – “ flyingTV FF” vulgo “flyingTV Fundacja Fligry” albo jeszcze “flyingTV Full Force” subskrybowany w YouTube. A najprościej kliknąć w to obok : flyingtvsi=jxyow7n80jsij5wx  .Tematyka lotnicza w szerokim kontekście – samoloty i technologia lotu, samoloty historyczne i wybrane zdarzenia z historii lotnictwa ; ludzie lotnictwa, filmy fabularne i dokumentalne, a sporą ilość materiału stanowią te własnej produkcji. Hasło jest na stronie głównej w „Stowarzyszeni w RWD” - otworzy się film o RWD-5 i „flyingTV FF” z charakterystycznym godłem w pomarańczowym kole i po kolejnym kliknięciu magazyn z wyborem filmów.
Ja ostatnio oglądałem :
“85- letni pilot akrobacyjny” , „Zlin 50LS – lot akrobacyjny Adama Labusa” , „Supermarine Spitfire i Jacek Mainka” , „Zlin 526 … Zakopane”, ”Poranne szybowanie" (“Diana” nad Żarem) “Jerzy Makula” ( wywraca świat w Łososinie Dolnej)
Zachęcam !
          Moderator

Z ostatniej chwili :   Wiadomość dla miłośników magii cyfr -    Przed chwilą, dokładnie o godz. 11.11   licznik odwiedzin strony wybił 7 jedynek  -1111111 .
Dziękuję Arturowi, bez jego wytyku nie miałbym okazji ciekawostki zauważyć !

2025-08-13
AirShow Rudniki 2025

AirShow Rudniki 2025
Odpowiednie dać rzeczy słowo - /C.K. Norwid/ 
Autor myśl odniósł kiedyś do poezji. A dziś poezja funkcjonuje na co dzień w nazewnictwie na przykład handlowym, tworząc stylistykę reklamy, gdzie „odpowiednie słowo” ma być krzykliwe i z przesadą. Stąd już nie sklep, a „salon, centrum, studio, galeria” – i ponad wszystko - „supermarket”. W naszych lotniczych przedsięwzięciach takim supermarketem ponad inne widowiskowe imprezy jest Airshow – w końcu największy z takowych, radomski ma głównie charakter handlowy. 
Oczywiście nazwa Air Show (różnie to u nas piszą) zobowiązuje, by się odpowiednio wykazać, ale i przesadnym nazwaniem nie ośmieszyć.
Myślę, że Częstochowski AirShow 2025 w pełni na tak „górnolotne” miano zasługuje. Powody :

  spora ilość sprzętu do latania - samoloty (w tym historyczne) szybowce, śmigłowce, wiatrakowce, motolotnie, balony, jeden ministerowiec
- nazwiska : A. Kielak, Ł.Czepiela, Firebirds’i, Dwójka z AW na AT3, Piper Team
- doskonała organizacja całości pokazów i wysoka jakość prezentacji
- pomysł połączenia w ciągłą całość rozpoczętych o godz. 16.00 pokazów dziennych i nocnych
- samo nocne „show” rewelacyjne - i w reżyserii, i w wykonaniu.

Jeśli jednym z zadań klubów i stowarzyszeń lotniczych jest ukazanie piękna latania, to Aeroklub Częstochowski w Rudnikach zapewnił to „na wysokości granic stratosfery”.
Jeszcze jedno w kwestii nazywania. Mając w Rudnikach możliwość, zapytałem Firebirds’ów o nazwę owej spirali wokół lecącego w jakimś układzie zespołu. – Nie ma – odpowiedzieli 
-To jak potraficie wykręcać coś, co się nawet nie nazywa ?  A ja słyszałem , że to „Beczka Apaczów”.
- O, nawet ładnie. Może być – skomentował szef teamu Adam Labus – Ale my używamy kodu cyfrowego.

Rzeczywiście, podczas ich występu sprawozdawca prezentował krótkie transmisje poleceń prowadzącego zespół – same cyferki z dodatkiem : prawa, lewa …

Tekst i zdjęcia ZbS

2025-08-11
Rudniki 2 sierpnia 2025 oczami obcokrajowca

AirShow w częstochowskich Rudnikach obejrzało na miejscu kilkanaście tysięcy widzów. W ogólnopolskich stacjach TV może jakąś cząstkową transmisję. Rzecz jasna natomiast, że większość zgromadzonych na lotnisku indywidualnie  fotografowała i filmowała przebieg imprezy.  Cały tego dorobek dałby możliwie całościowy wizerunek pokazów i wydarzeń towarzyszących z różnych punktów i kątów widzenia.
W dyspozycji naszej i naszych przyjaciół zebrało się też sporo “materiału audiowizualnego”, z którego będziemy korzystać, bo warto. Poniżej zaprezentowany jest fotoservis  gościa imprezy Marka Csete z Węgier - zdjęcie w winietce.  Zawsze ciekawe, co dla autora  amatorskiego fotoreportażu stało się godnym uwiecznienia, a szczególnie interesujące, gdy prezentuje to ktoś z zagranicy. 
Dodać tu tylko wypada, że Pani obecna na zdjęciach to córka pilota RWD Piotra Wszołka - Monika. Stąd część dfotografii ma rodzinny charakter
Obejrzyjmy.

2025-08-06
Z udziału naszych w Pikniku Lotniczym w Nowym Targu - zdjęcia Agnieszki Uchman

Lotnisko Aeroklubu Tatrzańskiego w Nowym Targu ma unikalne w Polsce  krajobrazowe położenie i wizualne tło dla wznoszących się z niego  “aparatów powietrznych” . Jest nim rozległa panorama Tatr. Oczywiście nie na stałe, bo chociaż do skalnych szczytów jest dystans jedynie ok. 20 km , to z Nowego Targu nawet przy słonecznej pogodzie nie zawsze je widać. Cytując klasyka - "Taki mamy klimat” . Ale tego właśnie dnia widoki nie zawiodły, ukazując się w całej swej wyrazistej krasie.

 

2025-07-27
RWD-8 z Muzeum Lotnictwa w Krakowie gotowy !

Ostudzę emocje – po zakończeniu prac rekonstrukcyjnych nie do lotu gotowy, lecz do ekspozycji. Rzeczywiście, w założeniu kiedyś tam z początku realizacji replika RWD-8 miała być dopuszczoną do normalnej eksploatacji, ale coś na którymś etapie rozwlekłego procesu pracy różnych wykonawców wyszło nie tak i … sfinalizowano budowę samolotu jako statycznego eksponatu. Dodać można – cennego. Płatowiec jest zbudowany z właściwego materiału, żadne żywice czy inne komponenty – metal, drewno, płótno i co najistotniejsze, zamontowano w nim autentyczny silnik PZInż. Junior 5800 ccm, w jakie wyposażone były prawie wszystkie budowane w kraju „ósemki”.
W sumie w Polsce ( zakłady DWL i PWS) i z licencji za granicą powstało ich ponad 600 – i była to najdłuższa do dnia dzisiejszego seria produkcyjna samolotu polskiej konstrukcji. Z autentyków do dziś nigdzie nie zachował się ani jeden. Ale mamy kopie – latający TZL RWD-8 Henryka Wickiego, całkowicie z metalu, z nietypowym silnikiem, ale z tyłu z iluś metrów przypomina oryginał, oraz RWD-8 „muzealny” nielot, za to z zewnątrz wizualnie bez zarzutu.
A gdyby kto twórcom obu replik chciał nazbyt wyśmiewnie dokuczać, dam auxilium (wspomożenie) z klasyki – od czego nieśmiertelna „Lalka” Prusa ?
Jedna z lokatorek kamienicy Wokulskiego skarżyła się, że mieszkający naprzeciw jej okien studenci chodzą nago po pokoju, a ona ma dorastającą córkę. Oskarżeni zareagowali oburzeniem nie pozbawionym logiki - „ Kłamstwo ! Prawda, że Maleski chodzi bez koszuli, ale w majtkach, a Patkiewicz chodzi bez majtek, lecz za to w koszuli. Panna Leokadia więc widzi cały garnitur…”
Malkontentów, którym by „cały garnitur” nie wystarczał, pocieszę przykładem z innego dzieła klasyki – o słomianym misiu z „Misia” Stanisława Barei : Ten miś to nie jest nasze ostatnie słowo !
Proszę o cierpliwość – kolejny odcinek serialu być może już w następnym pisaniu.
               W załączeniu materiały udostępnione nam przez Muzeum Lotnictwa i własne.


Moderator


 


 

2025-07-23
Lot na "Zrzutowisko Sójka"

W czasie II wojny alianci starali się czynnie wspomagać ruch oporu w krajach okupowanych przez Niemców. Zaopatrzenie w broń i niezbędne wyposażenie dostarczano przeważnie drogą lotniczą czasem lądując na konspiracyjnych lotniskach, ale najczęściej i sprzęt bojowy, i ludzi zrzucając na spadochronach. Loty maszyn transportowych – C-47 Dakota, Halifaxów czy Liberatorów odbywały się nocą początkowo z Wielkiej Brytanii (środkowa Polska była na granicy zasięgu) a w latach 1943 – 44 do Europy Środkowej łatwiej już było dotrzeć z północnej Afryki i Włoch – włoskie Brindisi z południową Polską dzielił już tylko dystans 1000 km. 
Lotnicze wyprawy w głąb nieprzyjacielskiego terytorium podejmowano nocą, pierwotnie w tylko te dłuższe zimowe, najlepiej przy księżycu w pełni ułatwiającym orientację, bo trzeba pamiętać, że obowiązywało na ziemi bezwzględne zaciemnienie. Loty ze strony południa miały jednak niemożliwą do wygaszenia latarnię nawigacyjną – Tatry. Potem trzeba było jeszcze odnaleźć oznakowane umówionym światełkiem zrzutowisko partyzanckie i w celny sposób  pozbyć się ładunku. 
Oczywiście te operacje lotnicze w pojedynkę, najwyżej w kilka samolotów, były nadzwyczaj ryzykowne. Szczątki maszyn alianckich  rozsiane w Beskidach i na Pogórzu znajdywano jeszcze długo po wojnie. 
Dodać wypada, że operacji zrzutów dokonywały także załogi polskie z polsko-angielskiego Dywizjonu 138.
W Beskidzie Wyspowym i Gorcach, w rejonie działania oddziałów AK urządzono kilka pól zrzutowych, praktycznie wykorzystane były dwa – „Wilga” na Polankach w Szczawie i „Sójka” pod Dzielcem w Słopnicach. To drugie wykorzystane tylko raz – nocą 9/10 lipca 1944 r. Akcja miała charakter wyjątkowy, bo na okres letni (zbyt krótkie noce) loty z zaopatrzeniem zawieszano. 

Rocznicę zrzutu zaczęto pod Dzielcem obchodzić 10 lat temu. Nasze SLE od początku w niej z powietrza uczestniczyło. W tym roku - w niedzielę 13 lipca - polecieliśmy w pięciu maszynach ; nasz kolega klubowy Leszek Mańkowski „zeskoczył” do Słopnic z pokładu An-2 „Wiedeńczyka” w grupie spadochroniarzy , a na zakończenie programu lotniczego imprezy tradycyjne cukierki zrzucił aeroklubowy – z Łososiny Dolnej - Jak-12.

 

Tekst i zdjęcia    ZbS.


Na You Tube jest zestaw filmików z pokazów naszych samolotów na imprezie w Słopnicach autorstwa Marcina Manki z Limanowej. Słychać też na nich  głos komentatora pokazów - Leszka Mańkowskiego. Zdążył na czas wylądować .  Link poniżej :

Inscenizacja Historyczna - Słopnice Górne - Dzielec_20250713123603.m2ts

2025-07-14