Nasi honorowi

Na zebraniu SLE 10 stycznia tego roku podjęto uchwałę o nadanie naszym byłym Prezesom - Jerzemu Kołodziejowi i Andrzejowi Saracie tytułu Prezesów Honorowych.
Poniekąd nasza sprawa wewnętrzna, ale godzi się o tym szerzej, bo dlaczego nie pisać o człowieku dobrze, gdy na to zasługuje.
Piszmy więc …
W kolejności alfabetycznej pierwszy -

                                     Jerzy Kołodziej

Mieszka w śródgórskich Wilczycach na Limanowszczyźnie, jego przodkowie na Ojcu kończąc, bacowali przy owcach na Hali Ćwilińskiej. Za czasów młodości Jurka owczarstwo w Beskidzie Wyspowym zanikło, ale rodzinna tradycja wierchowania na pasterskiej wysoczyźnie (1072 m n.p.m. ) - dużo powietrza wokół, a chmury czasem poniżej – skierowała go w stronę lotnictwa. Zdobył uprawnienia mechanika lotniczego i licencję pilota sportowego. 
Gdy na pocz. lat 90-tych Eugeniusz Pieniążek z Januszem Karasiewiczem rozpoczęli w Bielsku-Białej produkcję historycznych niemieckich Jungmannów, nawiązał z nimi kontakt i współpracę. Poszerzywszy umiejętności, sam zbudował samolot, potem jeszcze dwa. Ostatni, zbudowany w 2011 r na podst. dokumentacji czeskiej, to dwuosobowy Tulak „R” ze stukonnym Rotaxem. 
Jest to jedna z konstrukcji Tomasa Podeszvy z Ujezdu na Morawach – producenta ultralightów, najczęściej kopii znanych samolotów w skali 7/8 – Tulak to replika samolotu z II wojny Taylorcraft Auster.
Samolot Jurka poza doskonałymi właściwościami lotu, „rzuca na kolana” pod względem oprzyrządowania, zwłaszcza nawigacyjnego.
            Zdarzyło się, gdy sprawdzał zamontowaną aparaturę ILS ( w uproszczeniu : lądowania bez widoczności) na jednym z lotnisk komunikacyjnych. Po wylądowaniu ustawił Tulaka na stojance i poszedł załatwić formalności. Mijanej grupce pilotów rzucił informację – Przećwiczyłem sobie ILS.
Że co ?!  -  popatrzyli na niego dziwnie, powstrzymując śmiech. Gdy wracał, mieli już inne miny – Zaglądnęliśmy do samolotu i zwracamy honor !
Funkcję Prezesa w Zarządzie Stowarzyszenia Lotnictwa Eksperymentalnego pełnił kolega Jerzy Kołodziej w latach 2015 -18, natomiast w okresach 2003 – 2015 i 2018 – 2025 był Viceprezesem d.s. Technicznych, co w praktyce oznaczało ciężką, permanentną robotę mechanika przy samolocie RWD-5R, później także Jak-18 i Piper Cub.
Gdy budował swoje samoloty, postęp pracy widać było na bieżąco, ogrom pracy mechanika przy samolocie niekoniecznie jest zauważalny okiem, a bez niej samolot nie poleci lub co gorzej poleci ostatni raz.
Raz Jurek poprosił kogoś z lotniska o jakiś “wysiłek pomocy” przed wylotem na jakąś lotniczą imprezę i usłyszał – No dobrze, ale co ja będę z tego miał ?
A Jurek odparł – Nie wiem, bo ja nigdy takiego pytania sobie nie zadawałem.
I była to uczciwa odpowiedź, bo SLE zawdzięcza Jurkowi za wszystkie lata bardzo wiele.

                    Andrzej Sarata

Od urodzenia ma dom w Tabaszowej pięknie rozciągniętej na wzgórzach nad sztucznym Jeziorem Rożnowskim. Od dziecka musiał go fascynować rozległy błękit wody między górami, z białymi przecinkami żagli, ale bardziej magnetyczny był widok na niebie samolotów i szybowców z pobliskiego lotniska Aeroklubu Podhalańskiego. Ale …
- Widzisz – zwierzał mi się – u nas w domu nie było bogato, swoje marzenia mogłem realizować znacznie później niż inni.
Transformacja przełomu lat 80/90 dla wielu była przekleństwem, dla innych szansą. Andrzej postanowił być po stronie szansy. Pomyślał do przodu i stał się uznanym przedsiębiorcą. Biznes biznesem, ale trzeba być wiernym temu, co kochałeś w dzieciństwie i wcale to nie takie łatwe … A więc szybowce, samoloty w aeroklubie i wreszcie – bo już można – własne. Samolot przydatny, gdy firma wykonuje roboty w odległych miejscowościach, ale przede wszystkim dla przyjemności latania swobodnego, turystycznego, krajoznawczego – jakby to nie nazwać -  „lotnik skrzydlaty władca świata bez granic …”
Trzeba i coś dla innych, w latach 2009 – 2017 Andrzej Sarata pełni z wyboru Funkcję Prezesa Aeroklubu Podhalańskiego. Pokonanie, a właściwie przekonanie zastanego epimeteizmu przynosi efekty - zastał 1 sprawny samolot, po dwóch jego kadencjach było ich 8, rozbudowano infrastrukturę lotniska, częściowo z finansów gminy, w której był radnym cenionym za wiedzę i doświadczenie w przedsiębiorczości.
W 2018 roku Andrzej zostaje Prezesem Stowarzyszenia Lotnictwa Eksperymentalnego z poważnym wyzwaniem – konieczności remontu RWD-5R po wypadku. Na przekór dość powszechnemu pesymizmowi pod jego kierunkiem i z pomocą kolegów ze stowarzyszenia samolot zostaje odbudowany. Bo Prezes SLE ma taką „śmieszną przypadłość”, że postanowienia zawsze realizuje – czy chodzi o sprzęt latający, czy nowy godny „legendy lotnictwa” pomnik nagrobny założyciela SLE Eugeniusza Pieniążka, czy ekspozycja ofiarowanego stowarzyszeniu przez Danutę Piotrowską przedwojennego śmigła Firmy Szomański. Czy jakieś inne przedsięwzięcia …
Posiada też Andrzej dar zjednywania ludzi - także tych o trudnym charakterze - i często z tego z pomyślnym skutkiem korzystał. Przykładów ze zrozumiałych powodów nie podam.  
Człowiekowi z autorytetem łatwiej różne trudne sprawy prowadzić, czasem i autorytet nie pomaga i trzeba sposobem. Tak bywało, gdy na imprezę lotniczą było więcej gotowych samolotów niż pilotów do ich poprowadzenia. I z tym też sobie poradził.
Andrzej Sarata pełnił zaszczytnie funkcję lidera w stowarzyszeniu zgodnie ze statutem do ostatniego walnego zebrania sprawozdawczo-wyborczego.
Które trwa.
Na życzenie Kolegów Stowarzyszonych zapisałem curriculum vitae  UHONOROWANYCH  - z dobrą intencją, nie wiem czy właściwie, ale uczciwie.

Zb. Sułkowski