Hej tam od Tater, od skalnych Tater,
Hej poświstuje halny wiater,
hej poświstuje, leci z nowiną,
Ze chłopc-i idom ku dolinom.
HALNY. Żaden tam mazowiecki „halniak”- jak sietniak, zdechlak, łajniak itd.
Halny ! Jak hyrny, Durny (w gwar. znacz : dumny) Hruby.
Raz w życiu miałem możność interfejsu z jego potęgą. Grupą kilkunastu osób kończyliśmy przejście Orlą Percią od Granatów do Krzyżnego, gdy jak grom nagły dech gęstego od pędu powietrza rzucił nas na kolana ! Dosłownie. Na szczęście mieliśmy już główne trudności skalne za sobą. Ale do przełęczy mogliśmy dotrzeć tylko doskokami w przerwach między porywami. Od Krzyżnego w dół Pańszczycy już było lepiej, tylko nasze koleżanki miały włosy jakby przejechała po nich snopowiązałka.
I nie ma się co dziwić, wicherek ten na grani osiąga 100- 120 km/h ; podczas rekordowego w sile halnego 6 maja 1968 r obserwatorium na Kasprowym zarejestrowało pęd powietrza 288 km/godz. bo dalej skala wiatrometru się kończyła. A grozę żywiołu obrazował później widok położonych lasów na powierzchni 13 km kw. I krzaków kosodrzewiny wyrwanych z korzeniami (!)
Dla ludzi skutkiem halnego są dolegliwości neurologiczne i psychiczne w postaci nadpobudliwości, niekontrolowanych reakcji, napastliwości czy przeciwnie, stanów głębokiej depresji prowadzącej nawet do samobójstw.
Co do skali owych zjawisk panują w środowisku medycznym różne opinie, ale jest kategoria ludzi, u których pojawienie się halnego oddziałuje z niekwestionowaną siłą, nawet gdy są daleko za jego zasięgiem. Szybownicy. Na hasło - Fala ! – gotowi wszystko rzucić i pędzić czym się da najprędzej w stronę Tatr.
Fala. Wiąże się z tym specyficznym wiatrem górskim wiejącym nie tylko u nas – w Alpach jego odpowiednikiem jest fen, w USA chinook i Diablo Winds, w Argentynie Zonda. Nie w każdych górach występuje, muszą się spełnić określone warunki – wytłumaczę na przykładzie naszego halnego.
Wilgotny wiatr z południa napotyka leżące w poprzek Karpaty, w tym najwyższe Tatry. Pędzące powietrze unosi się nad przeszkodę, ochładzając się w miarę wysokości i osuszając (na grani tworzą się chmury) a powietrze opada po stronie północnej (zawietrznej) gór gwałtownie się ocieplając i nabierając szybkości. A owa fala ? Weźmy przykład z górskiego potoku, gdy w dnie tkwi głaz, szybko płynąca woda tworzy falę tuż za przeszkodą, potem drugą, trzecią itd. coraz mniejsze. Przelewające się przez Tatry powietrze też tworzy fale, nad których grzbietami bardzo wysoko tworzą się chrakterystyczne obłoki soczewkowe (altocumulus lenticularis) nieruchome chmury w kształcie soczewki wklęsłej. Soczewka wskazuje komin bardzo silnego wznoszenia, sięgający czasem wielu tysięcy metrów wysokości.
Halnemu towarzyszy charakterystyczny wał chmur zakrywający szczyty Tatr zwany „murem halnym” ; pozornie stoi w miejscu, ale w rzeczywistości prąd powietrza pędzi na północ, tylko bez chmur błyskawicznie zanikających w suchej atmosferze po zawietrznej. Czasem można zaobserwować dziwne zjawisko – oderwane od „fenowego wału” strzępy obłoków obracają się po okręgu w płaszczyźnie pionowej, jakby w gigantycznym młynie.
Te zawirowania, a może ich być po zawietrznej nawet kilka naraz, to tzw. rotory halnego. I znów dla ilustracji posłużę się „wodnym” przykładem analogicznego fenomenu, który napotkałem w tatrzańskim potoku – zdjęcie w galerii niżej. Obracający się szybko walec rotorowy tworzy po obu stronach silne prądy powietrzne – „duszący” i wznoszący, ten drugi daje pilotowi szansę szybkiego osiągnięcia pułapu, na którym łatwiej złapać „komin” soczewki i windować się wyżej.
Łatwiej o tym pisać, w konfrontacji z tak dynamiczną przyrodą różnie bywa i decydują umiejętności szybownika, doświadczenie w tego typu lotach i oczywiście szczęście.
Szybowiec sam z siebie nie wystartuje, wyłączając legendarną Bezmiechową, gdzie możliwe są starty grawitacyjne po zboczu, ale w rejonie Tatr bazą lotów na fali jest tradycyjne lotnisko Aeroklubu Nowy Targ i samoloty holujące w strefę wznoszenia. Wyczepienie następuje na wysokości czasem poniżej, czasem powyżej 1000 m. Osiągnięta wysokość zostaje zarejestrowana, bo w finale liczy się dwa osiągi – wysokość absolutna nad poziom morza i w niższej liczbie metrów wysokość przewyższenia od poziomu wyczepienia z holu.
Stanisław Józefczak wykonał na fali dwa rekordowe loty – w 1961 r na szybowcu Mucha 100A – osiągnął 11860 m wysokości absolutnej i 10655 m przewyższenia, oraz w 1966 r na dwuosobowym SZD Bocianie D wysokość absolutną 12560 m z przewyższeniem 11680 m – rekord świata pobity dopiero w 2006 r.
O rekordach, rekordzistach i rekordowych szybowcach napiszę może więcej w „kolejnym odcinku serialu”, jest o czym, m.in. że zachowany do dziś rekordowy Bocian D SP-2029 miał w swej historii epizod związany ze Stowarzyszeniem Lotnictwa Eksperymentalnego ; co dalej z niepobitymi u nas od 1966 r dwoma rekordami Polski itp. ciekawe sprawy.
Tu dodam tylko jeszcze, że „fala” występuje u nas też w Beskidach – Wyspowym, Niskim czy nad Bieszczadami. Inż. Ryszard Dyrgałła, zapomniany trochę wybitny lotnik i konstruktor, już w 1935 r w Bezmiechowej w locie na fali, który opisał jako „lot pod nieruchomą chmurę”, pobił polski rekord osiągając 2500 m ; w 1936 r w tejże Bezmiechowej na 3435 m poprawił wynik K. Antoniak. Obydwa loty dokonane były na polskim szybowcu wyczynowym SG-3.
A fala halnego pojawia się też nad Łososiną Dolną, ale bardzo rzadko.
Zb. Sułkowski